piątek, 27 stycznia 2012

Urządzając mieszkanie, przede wszystkim podążamy za własnymi upodobaniami, wybieramy to, co nam prywatnie się podoba.. Ale, ale… o modzie również staramy się pamiętać – wszak chcemy naszym gniazdkiem wzbudzać powszechny zachwyt, chcemy, aby się podobało i bardzo miło nam słyszeć od odwiedzających nas gości komentarze, pełne entuzjastycznych pochwał ;-).

Natknęliśmy się ostatnio na kilka bardzo ciekawych inspiracji, w których głównym motywem dekoracyjnym były kwiaty – i to wcale nie te żywe, a te malowane, wytłaczane i haftowane. Desenie kwiatowe, choć mogłoby się wydawać – minione i z poprzednich epok, wciąż są trendy i z ich pomocą można stworzyć bardzo ciekawą aranżację wnętrza.

Kwiaty zawsze ożywiają. Te w doniczkach mają oczywiście największą moc, ale nie tylko one – również wzory kwiatowe, dodają w pomieszczeniu wiele życia, optymizmu i jakiejś bliżej nieokreślonej energii. Mówiąc krótko – na ich widok lubimy się uśmiechać :-). (my uśmiechamy się nawet pisząc o nich ;-)).

Pamiętajmy również o tym, że kwieciste wzory mogą mieć tak wiele charakterów, jak pomysłodawców. Kwiaty za każdym razem mogą wyglądać zupełnie inaczej – wystarczy, że zestawimy je z innymi meblami.

Faktem natomiast pozostaje męski brak hurra-optymizmu na widok kwiecistej tapety – do wzory wybierane chętniej przez kobiety i dla kobiet. Ale, o gustach się nie dyskutuje, więc Panów z góry przepraszamy za temat, z którego pewnie nie skorzystają, a do lektury zapraszamy Panie!

 

Motyw może być dominującym, jeśli zdecydujemy się np. na kwiecistą tapetę – trudno w pomieszczeniu jej nie zauważyć, ale wybór mamy ogromny, zważywszy na rodzaje dostępnych wzorów – kwiaty mogą być w wydaniu sielskim, nowoczesnym, delikatnym lub mocno inwazyjnym.



Jeśli „ciągnie” nas do kwiatowych dekoracji, możemy wybrać mebel z takim obiciem, pozostawiając resztę pomieszczenia w zupełnie innym klimacie – taki fotel, pufa lub kanapa będzie fajnym akcentem wyróżniającym, ale nie zdominuje na pewno charakteru całego pomieszczenia.

 
Idąc dalej – upstrzone kwiatami mogą być wyłącznie dodatki – ściany, meble w łagodnych, jednolitych barwach i wpisana w to poducha, zasłona, koc, czy narzuta w kwiaty. To harmonijne połączenie dla tych, którym kwiaty podobają się, ale nie na tyle, aby tworzyć z ich pomocą główny motyw dekoracyjny.

Dodają zwiewności i romantyzmu, wprawiają w poczucie bliskości z naturą i działają odprężająco. Warto wspomnieć, że kwieciste desenie doskonale wyglądają czasem z wzorami na pozór zupełnie się z nimi kłócącymi – pasy, krata itp. W taki sposób można stworzyć zupełnie niepowtarzalny charakter wnętrza.
Pamiętajcie też, że kwieciste wzory to niekoniecznie drobne kwiatki z babcinych obrusów – projektowane dziś desenie kwiatowe, to bardzo często motyw nowoczesnych maków, astrów, czy innych roślin, doskonale wpisujących się w charakter nowoczesnego wnętrza. Doskonałym przykładem na to są piękne fototapety, które potrafią w niesamowity sposób odmienić pokój dziecięcy, czy sypialnię.

Motywy kwiatowe jesteśmy w stanie wkomponować w każdym miejscu mieszkania – od kuchni, przez łazienkę i wszystkie pokoje po kolei – niezależnie od ich przeznaczenia. W jakim zakresie i stylu to zrobimy – nasza wola, ważne, abyśmy finalnie we wnętrzu czuli się komfortowo.

środa, 25 stycznia 2012

O łazienkach już było, wracamy jednak do tego tematu, uważamy bowiem, że należy mu się szczególna uwaga. Przede wszystkim, z łazienki korzystamy codziennie – ale to nic odkrywczego, ważniejsze, że mamy w stosunku do niej pewne oczekiwania. O ile szybki prysznic ma nam zagwarantować niewielki wydatek czasu i nie chcemy niczego więcej, o tyle relaksująca kąpiel z bąbelkami – to już inna para kaloszy.

W wannie można leżeć i po ciemku, jednak organizując sobie w ten sposób czas, chcemy się zrelaksować, odpocząć, zapomnieć o męczącym dniu i kłopotach, które mamy. To kilkanaście/kilkadziesiąt minut tylko dla nas i naszego dobrego samopoczucia. Taka kąpiel może zupełnie odmienić nam nastrój. O walorach zapachów, pianek, olejków i innych pachnideł pisać nie będziemy, ale wiecie na pewno, że stanowią połowę sukcesu udanej kąpieli :-). My skupimy się na otoczeniu zewnętrznym. Czyli, czas na dobre światło w łazience.

Ze względu na to, że właśnie w łazience często potrzebujemy dobrego, jasnego oświetlenia, zdarza się pominąć potrzebę innego nastroju. Montując natomiast wyłącznie jasne oświetlenie, zabieramy sobie szansę stworzenia w „pokoju kąpielowym” przytulnej, wyciszającej atmosfery.

Jak to pogodzić?

Nie przeczymy – jasne światło jest potrzebne. Potrzebne jest również zwykle światło przy lustrze (nad lub obok niego) – poranna toaleta wymaga dobrego doświetlenia. To jednak zwykle nie wystarcza. Oprócz górnego, mocnego światła, które dociera w każdy zakamarek łazienki, oprócz dodatkowo zamontowanego jasnego światła przy lustrze, wyjątkowo przydatne okazuje się przytulne, ukryte oświetlenie, które zapewni nam w łazience tzw. półmrok – przytulną, lekko zaciemnioną atmosferę, uprzyjemniającą nam kąpiel. Jeśli dołożymy do tego ciepłe światło świec – mamy zapewnione własne, domowe SPA.

Wszystko to wygląda na lekki przerost formy nad treścią – tylko jedno pomieszczenie, a aż tyle zróżnicowanych źródeł oświetlenia. Niestety, łazienka jest pomieszczeniem (chyba jedynym w mieszkaniu), które właśnie takiego traktowania wymaga.

Jeśli jesteśmy na etapie remontu i projektujemy rozmieszczenie elektryki od nowa, nie ma najmniejszego problemu – musimy jedynie znaleźć miejsce dla stonowanego źródła światła. Może to być zabudowa w półce, może specjalnie do tego celu stworzona wnęka – opcji wyboru jest wiele. Gorzej, jeśli nasza łazienka takiego oświetlenia nie posiada, a my wcale nie planowaliśmy przebudowy – wtedy musimy się trochę namęczyć, aby zrewitalizować łazienkę tak, by w miarę możliwości nie stwarzało to nam problemów logistycznych.

W takim wypadku możemy zdecydować się nawet na stojącą lampę. Ustawić ją w rogu łazienki – z dala od chlapiącej wody – doda uroku przestrzeni i zapewni nam możliwość przyciemnionego oświetlenia. Co istotne – wybierane do łazienki oświetlenie musi spełniać wymogi, typowe dla wilgotnych miejsc. W przeciwnym razie może stać się niebezpiecznie. Jeśli opcja ustawionej lampy nam nie odpowiada. Możemy zainwestować w bardzo przydatny gadżet – ściemniacz światła. Montowany we włączniku, da nam szansę zmienić rozproszone, jasne światło w nieco przytulniejsze i bardziej stłumione.
Choć wydaje się to śmieszne, oświetlenie może wywierać decydujący wpływ na odbiór całego pomieszczenia – może je diametralnie zmieniać, zmniejszać, powiększać i wpływać na nasz nastrój, co w przypadku łazienki jest sprawą wyjątkowo istotną…

piątek, 20 stycznia 2012

Pięć (przynajmniej) dni w tygodniu musimy wstawać skoro świt, zwlekani bezwzględnie z łóżka dźwiękiem bezlitosnego budzika. Próżno szukać takich, którzy to lubią. Przeciwnie – pierwsza myśl, która zwykle pojawia się w naszych głowach, to „jeszcze 10 minut”, ale proza życia przeważnie skutecznie motywuje nas do tego, żeby udać się pod orzeźwiający prysznic i zacząć kolejny dzień. Zima nie jest sprzymierzeńcem porannego wstawania, ciemno za oknem, zimno poza kołdrą, ale życie nikogo nie rozpieszcza – nie ma wyjścia. Trzeba więc zastanowić się, co zrobić, aby wstawało się przyjemniej.

Jak znaleźć te wymarzone 10 minut na dodatkową drzemkę?

Zwykle dzień zaczyna się od porannej toalety, po niej jemy śniadanie, popijając filiżankę rozbudzającej kawy. Kto z Was nie chciałby być budzony aromatem pachnącej, gorącej kawy i świeżo upieczonego chleba? Problem, który się pojawia, to czas – każda minuta na wagę złota, więc szukamy w życiu oszczędności czasowych, a nie sposobów na wydłużenie timingu obowiązków. Ale uwaga, wcale nie trzeba mieć na stanie grona krasnoludków, które w czasie, kiedy my śpimy, zajmą się dla nas wypiekiem pieczywa na śniadanie i ustawią ekspres tak, żebyśmy wstali i od razu po prysznicu mogli zasiąść do śniadania – z ciepłym, chrupiącym chlebem i gorącą, aromatyczną kawą. Wystarczy kupić sprzęty, które nas (i krasnoludki) wyręczą.

Śpij spokojnie, zrobi się samo.

Wypiekacze do chleba, zwane także maszynami do chleba to urządzenia, które zajmują się wyrobieniem, „wyrośnięciem” i upieczeniem chleba (lub bułek). Sprzęt jest banalny w obsłudze – do pojemnika wsypujemy składniki i ustawiamy timer na wybraną godzinę, o której chcemy widzieć gorący, dopiero co upieczony bochenek chleba, gotowy do wyjęcia i jedzenia (jeśli nie chcemy jeść gorącego pieczywa, ustawiamy timer odpowiednio wcześniej). Urządzenie samo obliczy, o której godzinie powinno rozpocząć mieszanie składników, aby ciasto zdążyło wyrosnąć a później się upiec. Składniki możemy komponować sami, wg wybranych przepisów, albo ułatwić sobie życie jeszcze bardziej, korzystając z gotowych mieszanek – w takim wypadku do maszyny wlewamy odmierzoną ilość wody, wsypujemy mieszankę i suche (lub świeże) drożdże. Brzmi prosto, prawda? Jedna, prosta dodatkowa czynność wieczorem, a rano – nieocenione korzyści :-).

Zapach świeżo upieczonego pieczywa potrafi wyciągnąć z łóżka niejednego śpiocha, ale co z tymi, których apetyt rano nie istnieje, potrzebują za to porządnego „kopa” energetycznego, żeby dobrze zacząć dzień? Dla tych, drodzy Państwo, stworzone zostały ekspresy do kawy – również wyposażone w timer. Przed pójściem spać, wsypujemy odmierzoną ilość kawy (lub używamy wkładów), wlewamy wodę i ustawiamy timer na godzinę, o której życzymy sobie zastać dzbanek pachnącego, energetycznego napoju. Rodzajom ekspresów poświęcimy z pewnością kiedyś osobny artykuł – dobrze wyposażony dom nie może bowiem istnieć bez porządnego ekspresu, dzięki któremu zaserwujemy sobie i gościom najwspanialszą kawę, w tym temacie jednak, wystarczy, że wspomnimy, że timery posiadają zarówno ekspresy ciśnieniowe, jak i przelewowe – wybór zależy wyłącznie od tego, jaką kawę lubimy.

Tak rozpoczęty dzień, musi być dobry! Zaletą tego typu sprzętów jest nasza oszczędność czasu i wygoda. Czasy się zmieniają i coraz więcej urządzeń może nas wyręczać w podstawowych czynnościach domowych – to miła tendencja, zwłaszcza zważywszy na pęd życia i ogrom obowiązków. Wyposażenie naszej kuchni w takie gadżety sprawi, że każdy dzień będzie zaczynał się pozytywnie, a my możemy pospać 10 minut dłużej :-).

czwartek, 19 stycznia 2012

Jeśli nie każdy, to przynajmniej większość z nas lubi kino. Lubimy je za to, że wyrywamy się z domu, dajemy się pochłonąć fabule oglądanego filmu – w zależności od preferencji – śmiejemy się, boimy, wzruszamy, przeżywamy wraz z bohaterami wydarzenia z ich życia, odstresowując się i zapominając o własnych problemach. Ale to wszystko, to tylko jedna strona medalu. Druga to doznania, jakie kino nam funduje. Ciemna sala kinowa, wielki ekran i dźwięk, otaczający nas z każdej strony, sprawiający, że mamy wrażenie bycia w centrum wydarzeń na ekranie, to się nie dzieje obok nas, możemy w tym uczestniczyć. Bilety jednak mają swoją cenę, repertuar nie zawsze jest zgodny z naszymi oczekiwaniami, a i czas nie zawsze pozwala się dostosować do godzin projekcji wybranego filmu. Czy jesteśmy w takim razie w stanie stworzyć podobną atmosferę w domowym zaciszu?

Jak najbardziej tak. Wprawdzie trudno będzie odwzorować kino idealnie, ale wrażenia podczas oglądania możemy przynajmniej upodobnić. Wymaga to oczywiście nakładów finansowych, wymaga chęci zakupowych, ale również i wiedzy, co wybrać, aby nie żałować.

W odpowiedzi na te potrzeby, producenci sprzętu audio-video prześcigają się w wymyślaniu nowości, technologie gnają w szalonym pędzie przed siebie, kusząc nas coraz ciekawszymi nowinkami. W ilości dostępnych gadżetów, trudno się jednak odnaleźć. To, co było na topie kilka lat temu, dziś okazuje się niemal eksponatem muzealnym, a  wybór w sklepach przyprawia o zawrót głowy.

Nie będziemy sprawdzać dziś ofert telewizorów, czy projektorów – wielkość ekranu, który wybierzecie, aby ‘delektować’ się rozkoszami filmowych hitów zostawiamy Wam (choć nie wykluczone, że wrócimy do tematu za jakiś czas). Spróbujemy natomiast podpowiedzieć nieco na temat kina domowego, czyli sprzętu, który ostatnimi czasy zyskał dość mocno na popularności i właśnie dzięki niemu mamy możliwość we własnym mieszkaniu poddać się klimatowi otaczających nas dźwięków.

Poniżej krótkie know how, które niezorientowanym pomoże – mamy nadzieję – dokonać słusznego wyboru.

Nie skupiamy się na producentach – każdy z nich ma w swojej ofercie coś, co możecie dostosować do oczekiwań i – co ważniejsze – możliwości finansowych. Znani producenci również cenią sobie jakość, nie ma więc w zasadzie ryzyka, związanego z zakupem tzw. bubla. Marka to również coś, co każdy z nas przetestował już na sobie i większość ma ulubionych producentów, w ręce których pokłada zwykle ufność do jakości zakupów. To, co należy zasugerować na wstępie, to – jak we wszystkich zakupach – przemyślaną decyzję. Nie podejmujmy jej na szybko w sklepie, za namową dobrego sprzedawcy w 10 minut, prześledźmy w domu opinie użytkowników, poczytajmy o wadach, zaletach i możliwościach sprzętu i dopiero wtedy wybierajmy się na zakupy. Zastanówmy się również nad półką cenową, do której sięgamy – wcale nie musi być tak, że to, co najdroższe, okaże się trafione akurat dla nas. Kierujmy się parametrami, a nie ceną (wbrew pozorom nie zawsze idą one w parze).

W zestawie kina domowego znajdziemy odtwarzacz, amplituner (czasem połączony z odtwarzaczem) oraz komplet głośników.

Najpopularniejszy typ zestawów to 5.1, takie zestawy są w Polsce kupowane i poszukiwane najczęściej, mniejsze nie zaspokajają Waszych potrzeb, większe natomiast zwykle są zbyt okazałe na ogólnopolskie warunki mieszkaniowe (posiadanie niezmierzonych okiem salonów raczej rzadko jest domeną polskich mieszkań).

5.1 oznacza, że zestaw zawiera pięć głośników (2 kolumny przednie odpowiadające za dźwięki wydarzeń, głośnik centralny, pozwalający słyszeć dialogi, 2 kolumny tylne oddające efekty wydarzeń) oraz subwoofer, odpowiadający za tony niskie. Taka ilość głośników spełnia zwykle oczekiwania nawet wymagających osób, jeśli jednak okazuje się niewystarczająca – możemy celować w większe zestawy.

Bardzo istotne jest ustawienie głośników – przy każdym zestawie znajdziemy informację, jak należy je umieścić, aby osiągnięty efekt był jak najlepszy – do instrukcji powinniśmy się w miarę możliwości zastosować. W przeciwnym razie stracimy na wrażeniu przestrzenności dźwięków. Należy jednak zwrócić  uwagę na wielkość pomieszczenia, w którym z kina domowego będziemy korzystać. Jeśli mieszkamy w niewielkiej kawalerce, dźwięki, które sobie w ten sposób zafundujemy, mogą okazać się bardzo męczące (nie tylko dla sąsiadów). Jeśli jednak dobierzemy zestaw, dostosowany do naszego mieszkania i potrzeb – na pewno będziemy zadowoleni.

Ogólnie rzecz biorąc, ustawione z przodu i z tyłu głośniki muszą mieścić się w ramie prostokąta. Miejsce, z którego oglądamy filmy powinno natomiast znajdować się w jego centrum. Kolumny przednie powinny być w prostej linii z telewizorem, centralna na jego środku. Kolumny tylne powinny wisieć. Idealnie, kiedy ściany nie są gładkie  - dźwięk wtedy inaczej się rozchodzi, ale w warunkach domowych raczej nie dostosowujemy salonu do głośników, tylko odwrotnie – więc ten element możemy pozostawić w spokoju.

Jak dokonywać wyboru?

W pierwszej kolejności zapoznać się z tym, co jest dostępne, podjąć decyzję o budżecie, jaki chcemy na to przeznaczyć i wybrać zakres tego, czego będziemy poszukiwać. Następnie powinniśmy sprawdzić, jakie złącza posiada nasz telewizor, aby kino domowe dobierać tak, by nie okazało się, że między dwoma krytycznymi elementami jest zupełny brak kompatybilności. Nawet jeśli chcemy dokonać zakupu przez internet, powinniśmy posłuchać na żywo możliwości zestawów w sklepach, to znacznie ułatwi nam wybór, zatem kolejnym etapem powinna być wizyta w sklepie, gdzie poznamy możliwości sprzętu i będziemy mogli wybrać swoje typy. Z tą wiedzą, możemy wrócić do domu i poczytać o wybranych modelach – w internecie znaleźć możemy opinie na temat każdego sprzętu, są one o tyle cenne, że sprawdzone w warunkach domowych przez osoby o zróżnicowanych potrzebach, warto więc się z nimi zapoznać i korzystać z cudzych błędów – nie popełniając własnych.

Po takich analizach możemy kupować. Montaż i rozłożenie zakupionego sprzętu nie powinny stanowić problemu. Później zostaje nam już tylko oglądanie tego, co lubimy najbardziej :-).

piątek, 13 stycznia 2012

Epoka, o której mowa to czas, który wielu z nas pamięta z własnej młodości, czy dzieciństwa. Trendy wnętrzarskie są otwarte na nowości, ciekawostki i urozmaicenia, na bazie łączenia i kombinowanej metody mieszanek powstają nowe style, w których znaleźć możemy elementy rozmaitych epok, kolorów, kształtów. Czasem pozornie zupełnie odmienne i nie mające ze sobą nic wspólnego, potrafią dziś tworzyć harmonijną całość. Wnętrzarstwo i moda aranżacji przestrzeni przeżywa okres wyraźnego rozkwitu w myśl braku granic i narzucanych odgórnie metodologii. Wolno nam wszystko. W całej tej wolności wyraźnie są jednak tendencje popularniejsze, od innych. Do czego tak chętnie wracamy?

Katalogi, branżowe wystawy i targi pokazują z niesłabnącą popularnością to, co nawiązuje do PRLu. Choć politycznie był to czas trudny i ci, którzy go pamiętają, niezbyt chętnie zamieniliby dzisiejsze możliwości na ograniczenia z tamtych lat, wnętrzarstwo otwarcie przyznaje się do czerpania inspiracji z tego okresu. Poprzez to, że w PRLu mieszkania były łudząco podobne, trudno było o nietuzinkową oryginalność, nie mając możliwości zakupowych, nie było możliwe znajdowanie tego, czego nie mają inni, dodatkowo o wszystko było trudno, mimo, że mogliśmy mieć pieniądze, a potrzeba wskazywała na konieczność zakupu, nie dało się dostać w sklepie tego, czego szukaliśmy - ludzie wspinali się na wyżyny pomysłowości. Potrafiliśmy robić to, czego nie dało się kupić. Szukając odmiany, przemalowywaliśmy, przebudowywaliśmy i zmienialiśmy sztampowe towary w nowatorskie projekty wprost spod naszej ręki. Być może właśnie ta tendencja dla dekoratorów wnętrz i projektantów jest tak inspirująca. Być może to nostalgia i tęsknota za czasem młodości, do której tęskni każdy z nas. A być może w pamięci zatarły się negatywne aspekty ówczesnej rzeczywistości, pozostawiając to, co bawi nas dziś w komediach, opisujących tamten czas. Trudno jednoznacznie zdefiniować powody, faktem jednak pozostaje to, że zarówno w designie wykończenia wnętrz, umeblowania, jak i dekoracyjnych detali, łatwo odnaleźć inspiracje PRLem.

W technologii posunęliśmy się (na szczęście) o ogromny kawał drogi do przodu. Sprzęty są więc wizualnie upodabniane, ale technologicznie należą do zupełnie innej epoki. Meble – możemy kupić zarówno stylizowane, jak i odrestaurowywane – te drugie mają duszę, przywołują silne wspomnienia, zwykle jednak trzeba za nie więcej zapłacić (jeśli kupujemy gotowe). To, co typowe dla takiego stylu to miks kolorów – wnętrza, urządzane z nutką takich wspomnień są energetyczne, wesołe, pogodne i przywołują uśmiech. Typowe dla nich jest łączenie kształtów, tkanin i wzorów (w końcu przyświecała wtedy zasada – jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma) – nie ma więc koloru dominującego, brakuje określonego trendu w kierunku kształtu – w jednym pomieszczeniu możemy ustawiać kanciaste meble, krągłe dodatki, narzuty w kratę i poduszki w cytryny – dowolność jest ogromna.

Zaletą powrotu do minionych czasów jest stosunkowo łatwa dostępność akcesoriów – jeśli decydujemy się na samodzielną produkcję. Ponieważ czasy PRLu nie odeszły aż tak dawno temu, nie jesteśmy skazani wyłącznie na kolekcjonerskie eksponaty w najwyższych cenach. W wielu domach jeszcze można znaleźć gadżety z tamtych lat. Nawet, jeśli są zniszczone, można w łatwy sposób je odnowić, odrestaurować, oddać do tapicera, czy przemalować – piorunujący efekt murowany!

Duże meble cechowała ciężkość – chciałoby się rzec – toporność i stosunkowo niska jakość wykonania. Nie musimy jednak odwzorowywać epoki w 100%. Zamiast zastawiać salon meblościanką, możemy skupić się na mniejszych elementach dekoracyjnych – od wyposażenia kuchni, łazienki, po fotele, półki i lampy.

Nie musimy się także zamykać na design rodem z Polski. Na świecie w tamtym okresie panowała również ciekawa moda wnętrzarska. Warto poświęcić nieco czasu na przeszukanie katalogów i stron internetowych – natknąć się możemy na wyjątkowo inspirujące pomysły.

Prawdziwą skarbnicą „perełek” są pchle targi i serwisy ogłoszeniowe, gdzie możemy znaleźć wiele ogłoszeń, zamieszczanych przez osoby, które pozbywają się takiego umeblowania dosłownie za grosze.

Warto spróbować i przetestować własne możliwości, może dać nam to wiele radości, satysfakcji i nietuzinkowy efekt aranżacji w jedynym - naszym własnym - stylu.

środa, 11 stycznia 2012

Początek roku to czas, w którym każda branża zastanawia się, co przyniesie nadchodzących 12 miesięcy. Rozpoczyna się wdrażanie planów, opracowanych wraz z końcówką roku poprzedniego, koncepcje, służące rozwojowi znajdują odzwierciedlenie w działaniu. Specjaliści natomiast analizują sytuację, tworząc zestawienia prognostyczne i zapowiadając, co już niebawem spotka daną branżę.
Rynek nieruchomości to ciekawa branża, która nigdy nie śpi. Właściwie każdy rok przynosi zmiany i zawsze dzieje się coś ciekawego.

Faktem jest, że branża nieruchomości – zarówno w ujęciu rynku wtórnego, jak i deweloperskiego, zawsze będzie miała co robić – bez względu na trendy społeczne i sytuację gospodarczą, mieszkania będą potrzebne. Różnice jednak są odczuwalne w wielkości skoków i ruchów, które w obrębie branży się wykonują.

Bywały lata, kiedy ceny mieszkań były na poziomie na tyle niskim, że stać na nie było wiele osób, łatwo dostępne kredyty umożliwiały zakupy mieszkań nawet niekoniecznie w celach mieszkaniowych, a inwestycyjnych – była to doskonała forma ulokowania oszczędności. Wielu poszukiwaczy szybkich zysków kupowało mieszkania w stanie surowym, wykańczało w wysokim standardzie i od razu odsprzedawało, zyskując wiele na transakcji. Kupców było wielu – ci, którzy nie mieli czasu na przeprowadzanie remontów i prace wykończeniowe, ci, których sytuacja życiowa zmieniła się i w trybie pilnym szukali nowego lokum, w końcu ci, którzy i w takich lokalach szukali źródła inwestycji przyszłościowych – taniej kupić, drożej sprzedać.

Później sytuacja zmieniła się na niekorzyść obu stron. Kryzys spowodował, że kredyty przestały być łatwo dostępne, ubiegać się o nie mogły osoby ze sporymi dochodami, a i takie nie zawsze chciały podejmować ryzyko i trud procedury kredytowej. Ceny mieszkań wzrosły. A wszystko to wpłynęło na zmniejszenie popytu na rynku nieruchomości. Deweloperzy budowali, ale zainteresowanie nowymi inwestycjami już nie rosło, właściciele nieruchomości na rynku wtórnym podwyższali ceny, w tym samym czasie w umowach – zwłaszcza na wolnym rynku wtórnym, zaczęło się pojawiać coraz więcej niekorzystnych dla kupujących zapisów – sytuacja stawała się coraz trudniejsza.

Ostatni okres to czas stabilizacji. Branżą nieruchomości nie zatrzęsły żadne huragany. Panująca tendencja odkładania zakupu utrzymuje się dość stabilnie. Kupcy podejmują decyzje zakupowe rozważniej, niż kiedykolwiek – przede wszystkim z obawy o finansowe skutki kryzysu, ale także niewielką tendencją spadkową na rynku. Sytuacja kredytów hipotecznych nieco się ustabilizowała, banki wdrożyły odpowiednie procedury i każdy potencjalny kredytobiorca dokładnie wie, czego się spodziewać, kiedy wybiera się z wnioskiem kredytowym do pożyczkodawcy.

Co zapowiadają analitycy na ten rok?

To, co cieszyć powinno wszystkich, to zapowiadany brak gwałtownych wydarzeń. Nie powinno dziać się specjalnie gorzej, ani też nie nastąpi radykalna poprawa. To tendencja o tyle dobra, że zapewniająca stabilizację. Ci, którzy podejmą decyzję zakupową, będą mogli spokojnie do niej dojrzeć i podjąć stosowne kroki, nie spodziewając się zmian, ani żadnych zaskakujących przeszkód.

Na polski rynek nieruchomości mają wpływ międzynarodowi gracze. Jako, że nasza branża nieruchomości jest tworem stosunkowo młodym oraz zważywszy na gospodarczy rozmiar naszego kraju, nie jesteśmy w stanie obyć się bez wpływów z zewnątrz i chcąc, nie chcąc – zawsze będziemy im ulegać. A co w branży nieruchomości na świecie? Otóż, drodzy Państwo, gospodarki krajów, z których przenosiły się – jak dotąd – tendencje do naszego ogródka zwyżkują. Oznacza to, że możemy się spodziewać poprawy. Analitycy zapalają ostrzegawcze światełko, nakazując mieć oczy szeroko otwarte. Jeśli bowiem chcemy dokonać korzystnych zakupów – korzystnych zarówno pod względem lat minionych, jak i przyszłych – być może zbliża się właśnie najlepszy ku temu moment. Warto więc trzymać rękę na pulsie i obserwować zmiany (oby same dobre :-)).

Wysoce prawdopodobne są zmiany w zakresie zmiany tendencji z lokali wtórnorynkowych na deweloperskie. Wpływ na to mają plany zakończenia programu Rodzina na Swoim. Ten program, wspierający młode rodziny, promował głównie mieszkania z rynku wtórnego – trudno było spełnić jego warunki, kupując mieszkanie nowe. Opracowywane są w zamian za niego nowe programy, których celem jest wspieranie budownictwa nowego. To zmiana, która okaże się dobra zarówno dla deweloperów, jak i kupujących – mając do wyboru mieszkanie nowe, w pięknym, nowiutkim bloku lub stare, często w nienajlepszym stanie (jeśli samo mieszkanie jest nawet zadbane, często budynek wykazuje spore ślady zużycia i młodszy z pewnością się nie stanie), każdy inwestor podejmie decyzję o wyborze nowego. I nic dziwnego.

Choć prognozy nakazują bardzo ostrożny optymizm, choć w portfelach za bardzo nie przybywa i żyjemy w czasach - ogólnie rzecz biorąc – trudnych, można powoli przygotowywać się do poprawy. Za sprawą wielu złych wydarzeń gospodarczych, nauczyliśmy się już stawiać czoła trudnościom, nie skaczemy też z optymizmem w przepaść, której dna nie znamy – ostrożność pozwala podejmować bezpieczne, korzystne decyzje i daje nadzieję na lepsze jutro dla wszystkich budujących, sprzedających i kupujących mieszkania.

czwartek, 05 stycznia 2012

Fusion to stosunkowo młody trend wnętrzarski. Idea jego zastosowania pojawiła się, jako potrzeba przełamania mody na minimalizm. Stosowany w minimalizmie chłód, oszczędność – zarówno w formie, kształcie, kolorze, jak i zróżnicowaniu wywołał tęsknotę za szaleństwem, różnorodnością, bogactwem odmienności i kontrastów, zestawianiem kolorów i materiałów w sposób, który kojarzy się z chaosem, lecz wcale nim nie jest.

Projektowanie w stylu fusion to rozkoszna zabawa tym, co dostępne na rynku, to puszczenie wodzy fantazji, to możliwość artystycznego ‘wyżycia się’ i wprowadzenia do wnętrza dziecięcej radości i beztroski.

Dla kogo jest fusion?

Z pewnością nie jest to styl uniwersalny. Stosować go mogą ci, którzy nie boją się kontrowersyjnych połączeń, którzy pragną stworzyć wnętrze radosne i bez nakazowych ram.

Fusion można określić swoistą formą kabaretu klasyki – oczywiście nie chodzi o wyśmiewanie antyków w sensie dosłownym, ale radosna twórczość fusion na tym właśnie polega – elementy z epok przerysowywane są w tworzywa, materiały i tkaniny, które zupełnie do nich nie pasują, chciałoby się rzec – nie wypada! Ale na tym właśnie fusion polega. A mówiąc dokładniej, polega na łączeniu tego, co pozornie zupełnie do siebie nie pasuje – meble – np. szezlongi, czy fotele z epoki Ludwika XIV, ale na potrzeby fusion wykonane z tworzyw sztucznych, klasyczne stylem lampy i żyrandole, wykonane z plastiku, przekolorowanych koralików, etc.

Fusion bywa nazywany miksem stylu – łączyć można wszystko, konieczne jest jednak zachowanie kryterium wyczucia i umiaru – aranżacja w stylu fusion nie polega bowiem na zrobieniu bałaganu. To eksperymentowanie z łączeniem, przyzwolenie na testowanie i zupełnie niecodzienne urozmaicenia, ale w granicach formy. To, co w fusion najbardziej wartościowe, to dowolność, brak konieczności dopasowywania poszczególnych elementów, brak motywu przewodniego, czy dominującego koloru. W fusion nic nie musi do siebie pasować, skrajności mogą ocierać się wręcz o przysłowiowy kicz, musi to być jednak kicz kontrolowany.

Fusion ma cieszyć oko, ma dawać radość, budzić energię i pokazywać, że jedynym właściwym kierunkiem jest pozytywne dążenie do zadowolenia. Zastosowane bogactwo kolorów cieszy oko i napawa optymizmem każdego, kto tylko do nas zajrzy.

Trudno nam będzie znaleźć sklepy, które oferują dokładnie takie i tylko takie elementy wyposażenia wnętrz, jeśli więc chcemy w ten sposób zaaranżować nasze mieszkanie, będzie to od nas wymagało pewnego zaangażowania. Konieczne będzie wyszukanie odpowiednich mebli i dodatków. Z całą pewnością jednak – warto. Mało który styl można określić aż tak charakterystycznym, a jednocześnie nie posiadającym charakteru :-).

środa, 04 stycznia 2012

Do niedawna cegła kojarzyła nam się z budownictwem sensu stricto. Służyła (i służy nadal), jako materiał budowlany, pokrywany później rozmaitymi materiałami zewnętrznymi, tworząc ściany naszych domów. Możliwości jej wykorzystania jednak ewoluowały. Dziś cegła oprócz budulca, istnieje na rynku również, jako materiał wykończeniowy, z pomocą którego możemy dekorować nasze wnętrza.

Wykorzystywać je możemy dosłownie wszędzie – od dekoracji kominka, przez ściany działowe, wykończenia wysokich blatów barowych, element dekoracyjny ścian pokojowych, łazienek, aż po zamiennik dla płytek ściennych w kuchni. Słowem – gdzie nam się tylko podoba. Nie będziemy poruszali tu tematu zastosowania cegły, jako materiału budowlanego na zewnątrz budynków. Skupimy się na tym, jak w interesujący sposób możemy z jej pomocą zaaranżować wnętrza.

Podstawową zaletą cegły jest to, że pasuje w zasadzie do wszystkiego – niezależnie od tego, czy chcemy łączyć ją z drewnem, czy metalem, czy wnętrza są nowoczesne, czy klasyczne, jasne, czy ciemne, duże, czy małe – cegła zda egzamin w każdym designie. Jej elastyczność stylowa pozwala na wykorzystanie dowolnych inspiracji i pomysłów, właściwie bez ograniczeń. Warto wspomnieć również o tym, że to materiał bardzo trwały, brudzi się znacznie trudniej, niż tradycyjne ściany, niestraszne jej także uszkodzenia mechaniczne. Tzw. „ząb czasu” nie łatwo się w cegłę wgryzie…

Możemy wybrać pełną cegłę – najładniej wyglądają cegły formowane ręcznie – ich kształt i kolor jest doskonały, możemy też wykorzystać stary materiał – jeśli mieszkamy w starym budownictwie, często ściany, zbudowane z cegieł pozasłaniane są rozmaitymi materiałami (tynkiem, tapetami, etc.), wystarczy do nich dotrzeć i starannie oczyścić (był bowiem czas, kiedy cegła była passè i nikt nie chciał się nią chwalić), w końcu – możemy kupić jeden z wielu dostępnych rodzajów płytek klinkierowych o znacznie mniejszej, niż cegła grubości (naturalnie również o wiele lżejszych), które kładziemy na ścianę podobnie (choć z wykorzystaniem innego rodzaju materiałów), jak zwykłe płytki ścienne. To nie koniec gamy naszego wyboru, możemy wybierać pośród zróżnicowanych kształtów – wybierać style różnych epok, różne wielkości – z każdym uzyskamy zupełnie inny efekt. Na koniec – wybierać możemy także kolor – oczywiście tradycyjny, przez wszystkie odcienie rudego, brązu, beże, aż po odcienie szarości i biel. Mówiąc krótko – bez względu na to, jaki efekt końcowy chcielibyśmy uzyskać, jakiej kolorystyki szukamy – na pewno znajdziemy w ofercie coś, co spełni nasze oczekiwania.

Dlaczego warto postawić właśnie na cegłę? To materiał, który – przyznacie – ma charakter. Wprowadza do wnętrza niepowtarzalny nastrój, trudny do skopiowania przy użyciu innych materiałów. Ściana, wykończona cegłą (czy to w całości, czy też fragmentami) staje się wielowymiarowa, płytki nie są identyczne, dzięki temu całość daje wrażenie niebanalnej głębi. Paradoksalnie, choć cegła wydaje się być materiałem dość surowym, taka ściana dodaje miejscu ciepła, sprawia, że nabiera wyrazu i „duszy” – a temu trudno się oprzeć. Dzięki cegle, mamy możliwość stworzenia wnętrza oryginalnego, przytulnego i jedynego w swoim rodzaju – a cały zabieg może potrwać przysłowiowe kilka chwil.

Wystarczy już gadania, popatrzcie sami – cegła najlepiej opowie o sobie sama :-)

Wnętrze stylizowane w charakterze swojskim - ściany nie wymagają już żadnych dodatkowych dekoracji.

Tu cegła wpisana w styl klasycznej kuchni.

W tej kuchni - połączenie cegły, stylizowanej na starą i zniszczoną z nowoczesnym designem.

Tu widać doskonale, że pasuje każdy mebel - czy to białe, nowoczesne szafki, czy też bliższe klasycznym, ciemne - w obie wizualizacje cegła wpisuje się doskonale.

Nie samą kuchnią człowiek żyje - w tej aranżacji biała, nieskazitelna i subtelna cegła zdobi wszystkie ściany.

A oto łazienka, gdzie cegła wcale nie spisuje się gorzej, niż w pozostałych pomieszczeniach.

Przyznacie sami, że cegła doskonale dopasowuje się do tego, co osiągnąć chce projektant - choć jest materiałem dominującym, mocno rzucającym się w oczy, z ogromną subtelnością dopasowuje się do reszty wnętrza, które zdobi. Trudno cegły nie polubić, a więc - kup pan cegłę! :-)

Zakładki:
Napisz do nas
Nasza Strona
Tagi