środa, 29 lutego 2012

Mogłoby się wydawać, że dywany to przeżytek – odeszły do lamusa, wraz z przybyciem szerokiego asortymentu pięknych podłóg, które same w sobie są tak ozdobne, że nie trzeba ich niczym zasłaniać. Nie jest to jednak prawdą. Choć faktycznie, podłogi bez dywanów mogą być piękne, urok i bogate wzornictwo dostępnych dywanów sprawiają, że stanowią one bardzo atrakcyjny dodatek w mieszkaniu, a – uwierzcie – są tacy, którzy bez nich nie wyobrażają sobie wnętrza...

Mogą dopełniać wystroju w salonie, w sypialni stanowić o przytulności i miękkości pod naszymi stopami, a w pokoju dziecięcym – zapewniać bezpieczeństwo i wesoły nastrój maluchowi. Przeznaczenie może być różne, w zależności od potrzeb.

Bez względu na styl naszego wnętrza, możemy dobrać dywan tak, aby uzupełniał dekoracje, nie rzucając się w oczy – jako jedyne zdobienie, stanowił kropkę nad przysłowiowym ‘i’.

Jak dokonać trafnego wyboru, którego nie będziemy żałować?

Zacząć musimy od wyboru materiału, z którego dywan ma być wykonany. Do wyboru mamy materiały sztuczne i naturalne. Różnice między nimi są spore – zarówno pod względem wyglądu, funkcjonalności, jak i ceny.

Dywany z włókien sztucznych (akrylowe, poliamidowe, polipropylenowe i inne) są oczywiście tańszą grupą, od dywanów naturalnych. Jakościowo są nieco słabsze, jednak nawet w tej grupie spokojnie możemy wybrać fajny dywan, który trwałością niemal dorówna naturalnym. Ponadto, krótszą żywotność rekompensuje znacznie niższa cena. W zależności od wybranego splotu i długości włosia, wyglądają różnie i mają różną charakterystykę wytrzymałości. W większości przypadków są odporne na wycieranie, często jednak niestety się ‘elektryzują’ – co może stwarzać problemy podczas użytkowania. Dostępne na rynku są również modele mieszane – splecione z różnych włókien

Dywany naturalne są zwykle zrobione z wełny, bawełny lub jedwabiu. Te pierwsze są bardzo wysokiej jakości, wygodne w czyszczeniu, odporne na zabrudzenia – często wystarczy odkurzenie, aby pozbyć się zanieczyszczeń, pochłaniają wilgoć, nie tracąc przy tym jakości, jak na naturalną tkaninę przystało – są miękkie i przyjemne w dotyku. Dywany bawełniane – częściej wybierane dla dzieci (nie uczulają) są znacznie cieńsze od wełnianych, niestety – co za tym idzie – mniej wytrzymałe. Jedwabne – zwykle najdroższe w tej grupie, to towar dla koneserów – przeważnie charakteryzują się bogatymi zdobieniami i ręcznie tkanymi ornamentami.

Bez względu na wybrany materiał, zawsze należy pamiętać o tym, aby dywan mógł spełniać powierzoną mu funkcję - np. do pokoju dziecięcego nie powinniśmy wybierać dywanów zbyt puszystych – dla dzieci wygodniejsze są te z krótkim włosiem, dodatkowo powinny być łatwe w czyszczeniu (nigdy białe, czy beżowe), te w sypialni muszą być miękkie, nie powinny się elektryzować, te w salonie natomiast, muszą wzorniczo pasować do stylu, który przyjęliśmy podczas aranżacji. Warto również pamiętać, że paradoksalnie, chętniej wybieranymi i polecanymi dla dzieci są dywany z włókien sztucznych – te naturalne mogą bowiem wywoływać reakcje alergiczne (zwłaszcza wełna), ponadto – kupując dziecku nieco tańszy dywan, będziemy mogli bez skrupułów wymienić go na nowy, kiedy uznamy, że już się wysłużył. Osoby, posiadające zwierzęta, powinny pamiętać o tym, że im dłuższe włosie, tym trudniej będzie nam utrzymać dywan w czystości. Ważne również jest dobranie odpowiedniego rozmiaru – zbyt duży będzie przytłaczający, zbyt mały, zginie i będzie wyglądał, jakby się niechcący skurczył. Kolorystykę dobierać można dwojako – albo w tonacji pokoju – np. dobierając pod kątem koloru ścian, albo odmiennie – stosując metodę kontrastu do dominujących w pomieszczeniu barw.

Niezależnie od wyborów – dywany są i będą popularne, projektowane będą wciąż nowe wzory, a producenci będą dbali o stale wysoką jakość – oprócz walorów estetycznych, gwarantują bowiem ogromną porcję ciepła, przytulności i miękkości pod stopami.

Tagi: dywany
17:01, dorgroup
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 lutego 2012

O roślinach doniczkowych już było – dodają uroku wnętrzu, ożywiają atmosferę i powodują, że nawet zimą, robi się jakoś cieplej na duszy. Specjalnie dla Was, przyjrzeliśmy się dostępnym w Polsce roślinom, szukając tych, które mają niewielkie wymagania – dla zapracowanych i mających problem z regularną opieką nad zielonym przyjacielem. Poniżej kilka słów o wybranych przez nas roślinach – każda z nich może prezentować się doskonale, zwłaszcza, jeśli dobierzemy jej piękną donicę, każda z nich ma walory ozdobne, a wyboru dokonać możecie w zależności od charakteru wnętrza i ilości dostępnego miejsca, każda również – to było naszym podstawowym kryterium – jest łatwa w pielęgnacji, nie stawia właścicielowi wysokich wymogów i nie jest konieczne pamiętanie o niej każdego dnia (na co dzień wystarczy cieszyć się ich urokiem :-)).

Zamioculcas zamifollia

Nie bez przyczyny zajął pierwsze miejsce na naszej liście. Bije ostatnimi czasy rekordy popularności, zyskując sobie coraz większe grono fanów. Piękna, grubolistna roślina, osiągająca spore rozmiary. Rośnie, rozgałęziając się, z czasem pod ciężarem liści, gałęzie opuszczają się ku dołowi. Kierunek rozrostu możemy nadać sami, stosując rozmaite florystyczne podpórki. Liście Zamioculcasa są błyszczące, mięsiste i mocne – nie straszne im domowe zwierzaki, dzieci, czy nieostrożni domownicy. Robi ogromne wrażenie – jest mocna, rozłożysta i ma piękny, soczysto - zielony kolor. Roślina wymaga miejsca, w którym nie musi być ani zbyt jasno, ani ciemno, znosi typowe, polskie temperatury (mówimy oczywiście o temperaturach w mieszkaniu), wymaga stosunkowo rzadkiego podlewania – ok. 2 – 3 razy w miesiącu w okresie wzrostu i 1-2 razy w miesiącu w okresie zimowego spoczynku. To wymarzona roślina dla średnio-leniwych ogrodników ;-).


Sansevieria


Zwana potocznie wężownicą, albo urokliwie – językiem teściowej. Kwiat, pochodzący z Azji lub Afryki. Mimo, że daleko nam do warunków atmosferycznych domu tej rośliny, doskonale sprawdza się w polskich mieszkaniach. Dość okazała – rosnąca raczej w górę, niż na boki roślina, o ciemno – zielonych w jaśniejsze pasy, grubych i mocnych liściach. Rośnie dość szybko – po kilku latach hodowli, może stanowić prawdziwą ozdobę każdego mieszkania. Wężownica ma również niskie wymagania, generalnie lubi miejsca doświetlone albo znajdujące się w półcieniu, ale brak światła nie robi jej w praktyce żadnej krzywdy. Znacznie gorzej od przesuszenia, znosi przelanie – wytrzyma więc okresowe zapominalstwo opiekunów. Roślina dobrze znosi przenoszenie, przeprowadzki i wszelkie warunki niesprzyjające – z tego powodu często wybierana jest do biurowców.

Dracena

Czas na coś, co wszyscy znają. Draceny – w wielu różnych odmianach są ozdobą polskich mieszkań od wielu lat. Popularność zyskały dzięki połączeniu niezbyt wymagającej pielęgnacji z nieodpartym urokiem osobistym. W zależności od wybranego gatunku, osiągają różny rozmiar – od niewielkich, w sam raz na parapety, aż po okazałe, wielkie rośliny, nadające się do dekoracji przestronnych salonów. Pochodzą z egzotycznych, dalekich krain, ale doskonale wpisały się w nasz klimat. Dracena – jak jej poprzedniczki, nie jest wymagającą rośliną, potrzebuje umiarkowanego podlewania – większą krzywdę zrobi jej przelanie, niż przesuszenie. Liście są dość mocne (choć może nie aż tak mocne, jak dwóch poprzednich roślin), w różnych odcieniach zieleni – w zależności od wybranego rodzaju, niektóre gatunki mają również jaśniejsze wzory.

Crassula

Roślina, znana pod potoczną nazwą Grubosz. Odmian tej rośliny jest bardzo wiele – można naliczyć ok. 200 gatunków. Wszystkie – bez wyjątku, mają grube, mięsiste liście, w których gromadzą wodę. Kształt i rozmiary liści – a tym samym i rośliny są bardzo różne. Niektóre z gatunków mają bardzo ciekawe – ozdobne kształty. Jedną z odmian bardziej znanych w Polsce jest tzw. Drzewko Szczęścia. Grubosz, to doskonały wybór do mieszkania – niewielkie wymagania i wielce ozdobne walory estetyczne, przekonały już wielu. Rośliny z gatunku Crassula gromadzą wodę w liściach, dzięki temu nie wymagają ciągłego nawadniania – podlewa się je umiarkowanie często (a raczej rzadko). Podobnie, jak poprzednie rośliny, lepiej znosi przesuszenie, niż przelewanie. Dobrze radzi sobie w średnio nasłonecznionych miejscach, całkiem nieźle znosi przeprowadzki – jest wyjątkowo mało wymagającym towarzyszem, a jego uroda doda uroku każdemu wnętrzu.
 

Nasza lista oczywiście nie wyczerpuje tematu – to jedynie kilka propozycji. Wybieraliśmy z ogromnego grona roślin mało wymagających, urodziwych i dostosowanych do polskich warunków mieszkaniowych. Zainteresowani, zgłębiając temat, znajdą również wiele innych propozycji – od roślin kwitnących, po te, które zdobią liście, od wysokich, przez rozłożyste, aż po drobne – nadające się, jako ozdoba stołu – naprawdę jest w czym wybierać, a łącząc to z ciekawą ofertą ozdobnych donic – można stworzyć piękną dekorację mieszkania.

środa, 22 lutego 2012

To ciekawy temat, który w ostatnich (powiedzmy) dwudziestu latach przeżył prawdziwą rewolucję, dlatego postanowiliśmy przyjrzeć mu się bliżej i zastanowić – wraz z Wami nad tym, co i w jaki sposób wpłynęło na zmiany – bo bez dwóch zdań możemy stwierdzić, że te, na przestrzeni czasu zaszły.

Nie będziemy skupiać się na trendach międzynarodowych – zróżnicowane warunki ekonomiczno – polityczne, ustroje i inne okoliczności są z całą pewnością determinantem tego, co działo się z dala od nas i u nas.

Ale do rzeczy – czasy, kiedy wybór stylu, w jakim urządziliśmy mieszkanie podyktowany był wyłącznie tym, co udało nam się dostać, to pewna era. Era, w której każde mieszkanie było podobne – takie same płytki na ścianach, takie same dywany na podłogach i takie same – nieśmiertelne – meblościanki na wysoki połysk. To czas, kiedy nie było mowy o podziwianiu mieszkania przyjaciół – nie było bowiem czego podziwiać. Wszyscy mieliśmy dostęp do tych samych dóbr, tej samej jakości i tego samego designu. Choć dla osób, które w tamtych czasach nie żyły, może się to wydawać śmieszne (śmieszne z resztą jest, nie bez przyczyny filmy na kanwie tego okresu tak nas bawią…), można było nie odróżnić mieszkań od siebie – jeśli ich mieszkańcy stali akurat w kolejkach w tych samych sklepach, urządzone były dosłownie identycznie. Czy można więc tu mówić o inspiracji czymkolwiek? Zdecydowanie nie. Nie mogliśmy wybrzydzać i decydować, czy nam się podoba, czy nie – jeśli chciałeś mieć kanapę, musiałeś kupić dokładnie tę, którą chciano ci sprzedać. Choć ten czas bezpowrotnie minął, wciąż z rozrzewnieniem wspominamy ten okres i wracamy w designie do drobnych elementów, przypominających te lata (teraz jednak robimy to z wyboru, a nie przymusu).

Później nastąpił wielki bum. Sklepowe półki zapełniły się po brzegi i w końcu zyskaliśmy możliwość swobodnego wyboru. Dla wielu mieszkań skończyło się to źle ;-). Radość ich właścicieli objawiała się totalnym brakiem granic w urządzaniu gniazdek – kupowano wszystko, nie zastanawiając się właściwie, co do czego pasuje i co będzie wyglądało dobrze. Grunt, że można było kupić. Jednocześnie, nie bardzo było skąd czerpać wzorce – projektant wnętrz był zawodem, poważanym na zachodzie, ale zupełnie nieznanym w Polsce. Magazyny wzornicze dopiero nieśmiało zaczynały kiełkować w polskich kioskach i księgarniach, a internet na dobre zagościł w naszych domach dopiero w późnych latach ‘90. Inspiracje – choć można było już o nich mówić, zostały dość mocno przysłonięte potrzebą „zachłyśnięcia” się dostępnością opcji wyboru. Pojedyncze (w przenośni) mieszkania urządzane były na bazie inspiracji ich właścicieli, z którymi zetknęli się gdzieś za granicą – ale odsetek był na tyle znikomy, że właściwie uznać można, że to jedynie potwierdzało regułę chaosu.

Z biegiem lat w naturalny sposób, radość z nieograniczonych możliwości powoli słabła – stając się codziennością, przestawała robić wrażenie na kupujących. Wymagania klientów z kolei rosły – dostępność katalogów, pism wzorniczych, to, co można było obejrzeć w internecie, powszechnie organizowane targi wnętrzarskie – wszystko to wpłynęło na zasadniczą zmianę trendów. Ludzie zaczęli szukać inspiracji. Nie kupowano pierwszego, lepszego mebla, nie malowano ścian wyłącznie na biało. Oglądaliśmy to, co u sąsiadów, to, co na zagranicznych stronach internetowych, w końcu – znaczącą popularność zyskiwać zaczęli projektanci wnętrz, przekonując małymi krokami swoich klientów do zmiany nawyków, oderwania się od tego, co powszechne – i tak powstawać zaczęły coraz ciekawsze projekty, czerpiące z rozmaitych kultur, światowych trendów i międzynarodowej mody.

Projektanci zgodnie orzekają, że statystyczny Polak jest bardzo ostrożny. Ponieważ dobrej jakości wyposażenie wnętrz, to kosztowna sprawa, ponieważ generalny remont to wydatek na wiele lat – dokonujemy tych wyborów bardzo świadomie, decydując się długo i z rozmysłem – a co ważniejsze, mając świadomość, że na takie koszty po raz wtóry będziemy przygotowani nieprędko, staramy się wybierać tak, aby było uniwersalnie – niech mieszkanie pasuje, jak już powiększy się rodzina, niech kolorystyka spełnia obecne, ale także przyszłoroczne trendy, niech meble pasują do potrzeb mieszkania, ale tak, żeby dało się zorganizować za kilka miesięcy domowe biuro, etc. I w takiej ostrożności nic złego oczywiście nie ma – pracujemy na zaspokojenie wielu naszych potrzeb, ładne mieszkanie jest tylko jedną z nich – wcale nie bazową i krytyczną w naszym życiu. Nic więc dziwnego, że cechuje nas zachowawczość.

Dziś popularnym i typowym jest czerpanie inspiracji z międzynarodowych wzorów. Polscy designerzy, odwiedzając największe targi w Mediolanie, Paryżu – czy inne, przywożą ze sobą doskonałe pomysły, propagując je na rodzimym rynku. Sklepy sprowadzają asortyment z całego świata – tak, aby zaspokoić wybredne gusta wszystkich klientów. Nie mamy się czego powstydzić również w zakresie projektantów mebli, którzy potrafią stworzyć prawdziwe cacka, cenione na świecie. Oderwaliśmy się od sztampowych, powtarzalnych wzorów, lubimy odmienność, chcemy się wyróżniać i mamy ku temu mnóstwo możliwości – wybór jest bowiem ogromny.

Wzorujemy się na wszystkim, co nam się podoba, odważnie łącząc rozmaite style, a projektanci uczą nas, co połączyć z czym, aby uzyskany efekt był piękny i stanowił harmonijne połączenie z naszą naturą. I co najważniejsze – nauczyliśmy się, że czerpanie wzorców z piękna, które otacza nas bliżej, lub dalej – to nic złego. Przeciwnie – dzięki temu, z czym się spotykamy, nasze horyzonty poszerzają się, dając nam nowe możliwości. Dlatego właśnie polskie mieszkania wyglądają coraz piękniej – i ta tendencja z pewnością będzie się rozwijać.

piątek, 17 lutego 2012

Styl kolonialny ma swoje korzenie w dawnej kolonizacji brytyjskiej. Azja i Afryka, zajmowana w XVIII wieku przez Brytyjczyków, panujących nad dalekimi lądami, była zasiedlona przez oficerów, plantatorów i żołnierzy. Tęsknota za domem skłaniała ich do transportowania mebli i dobytku z kraju. W miejscach, do których je przywozili, drewno, przyzwyczajone do europejskich warunków atmosferycznych, zupełnie nie dawało sobie rady. Bardzo często także, klasyczne, ciężkie meble nie były w stanie przetrwać długich, morskich podróży. Minimalizm i surowa prostota, hołdowane przez mieszkańców tropików zupełnie z kolei nie spełniały oczekiwań wymagających Brytyjczyków. Spróbowano więc połączyć styl wnętrzarski, panujący ówcześnie w Europie z materiałami, dostępnymi na obczyźnie. Tak powstała egzotyczna mieszanka wyszukanych form, które bardzo szybko zyskały sobie grono zwolenników w całej Europie.

W zamyśle, meble projektowane na miejscu, miały być wierną kopią wzorów z europejskich salonów, szybko jednak się okazało, że wykonawcy nie są w stanie przestawić się na zupełnie nowy, nieznany dla nich styl – z europejskiego blichtru pozostały właściwie jedynie gabaryty solidnych, masywnych mebli. Wykończenie - ornamenty i zdobienia, były natomiast dobrem wniesionym przez lokalnych rzemieślników i mimo prób – nie umieli pozbyć się nawyków swojego zawodu. Jednocześnie, produkowane meble cechowała doskonała wytrzymałość, dzięki stosowaniu regionalnych gatunków drewna i tajemnicy naturalnych konserwantów, używanych przez producentów.

Tak powstał styl kolonialny – połączenie europejskiej elegancji, wytrzymałości, brytyjskiej – klasycznej masywności i egzotycznej oryginalności. To bardzo wyszukany styl, nacechowany wieloma zdobieniami, użyciem splotów z pędów roślinnych, orientalnych ornamentów i pięknych, naturalnych barw drzewa. Dziś, produkowany oczywiście na całym świecie – wierny pozostaje korzeniom i właściwie wizualnie nie tak bardzo odstaje od tego, co cieszyło się taką popularnością w XIII wieku.

Meble kolonialne są ciężkie i masywne – z tego względu najlepiej prezentują się w przestronnych, dużych wnętrzach. Tworzone z litego drewna, stanowią solidną konstrukcję, która przetrwać może pokolenia. Niestety, dlatego też – zwykle są dość kosztowne. Można jednak znaleźć na rynku ich zamienniki – tworzone z innych materiałów, lecz podobne wizualnie do oryginałów.

Dominujące kolory są ciemne – jak przystało na solidne, duże elementy. Kolory drewna tekowego, mahoń, czy palisander – to doskonale pasujące odcienie. Dla kontrastu, występują naturalne kolory ziemi w jasnych barwach – głównie beże, ale również inne barwy – od pomarańczu, aż po błękit – obowiązkowo jednak, wszystkie kolory muszą być naturalne.

Aby znaleźć się jak najbliżej ideału, dzisiejsi producenci dokładają starań, aby meble wyglądały, jak te z XVIII wieku, często wręcz tworzy się imitacje dziur po kornikach i stosuje tricki postarzające.

Dodatki w stylu kolonialnym charakteryzuje ogromna dbałość o detale – doskonale dopracowane są nawet najmniejsze elementy figurek  - zwykle zwierząt i ludzi, widoczne są także charakterystyczne dla dalekiego lądu akcenty religijne w postaci wizerunków bóstw. Doskonale w styl wpisują się szkatułki, świeczniki – w stylu kolonialnym dominuje raczej bogactwo wyposażenia. Efektu dopełniają ręcznie tkane narzuty i makaty.

Styl kolonialny z pewnością nie jest przeznaczony dla tych, którzy we wnętrzu poszukują zwiewnej lekkości – jest ciężki, ale wprowadza za to spokój i poczucie bezpieczeństwa. Zapach starego drewna relaksuje i przypomina o historii, w której stary sekretarzyk i komoda grały niegdyś główne role…

czwartek, 16 lutego 2012

Kuchnia to specjalne miejsce w każdym domu. Mamy w związku z nią różne potrzeby w różnych porach roku – niezmiennie jednak, jest miejscem, w którym spędzamy mnóstwo czasu – może trudno Wam w to uwierzyć, ale wg badań, przeciętny człowiek rocznie spędza w kuchni aż 42 doby (a to przy założeniu, że średnia czasu, spędzonego w kuchni, to tylko 3 godziny)!

Na nas te wyliczenia robią wrażenie… Skoro ponad miesiąc (licząc bez przerwy) rocznie, spędzamy w tym miejscu, należy mu się nieco uwagi. Dlatego też, postanowiliśmy zająć się dziś kuchnią i przyjrzeć się bliżej jej specyfice. I nie będzie dziś słowa o stylu i kolorystyce – to kwestia gustu i właściwie nie ma wpływu na funkcjonalność. Dziś skupimy się na ergonomii, czyli ustawieniu wszystkiego tak, aby codzienne kuchenne czynności były dla użytkowników jak najprostsze.

Właściwie, bez względu na kulinarny kunszt kucharza i jego styl gotowania, każda z gotujących osób ma podobny schemat działania – wymuszają go wykonywane czynności, można więc uśrednić potrzeby kuchmistrza, nie wnikając w jego osobiste preferencje.

Składniki przygotowywanych potraw wyjmowane są z lodówki, trafiają często do zlewu – trzeba je umyć, stamtąd na kuchenny blat, celem pokrojenia/przyprawienia, itp., a później kuchenka – gotowanie, smażenie lub pieczenie. Ułożenie mebli i sprzętów ma kluczowe znaczenie dla naszej wygody – obok lodówki znajdować się powinien zlew, ale nie powinien wcale przylegać bezpośrednio do lodówki – to niepraktyczne, po pierwsze dlatego, że non stop będziemy chlapać wodą na ściankę lodówki, zostawiając na niej zacieki, po wtóre dlatego, że wyjmując kilka składników, chcemy je odłożyć na blat, aby sięgnąć po kolejne. Dlatego właśnie zlew i lodówkę dzielić powinien niewielki blat kuchenny – przestrzeń pod nim można wykorzystać na całkiem wygodną szafkę typu cargo – będzie dość wąska, na pewno zbyt wąska, aby zorganizować tam standardową szafkę, cargo natomiast pomieści przyprawy, makarony, czy oliwy – wygoda korzystania z tego typu rozwiązania jest ogromna. Kolejnym sprzętem – za zlewem, powinna być kuchenka – podobnie jednak, jak z lodówką – kuchenkę i zlew oddzielać powinien blat roboczy – ten z kolei powinien być całkiem słusznych rozmiarów, pozwalających nam na przygotowanie składników przyszłego dania. Pod blatem roboczym – obowiązkowo zmywarka – ta powinna być umieszczona jak najbliżej zlewu. Zlew może być jednokomorowy (zwłaszcza, jeśli korzystamy ze zmywarki), warto jednak wybrać model z ociekaczem – to bardzo przydatne podczas mycia warzyw, czy owoców. Podczas wyboru zlewu, warto przyjrzeć się baterii – wyciągana, jedno-uchwytowa ułatwi nam wiele zadań.

Szczególną uwagę należy poświęcić szafkom – nie tyle samym szafkom, co ich wyposażeniu – jeśli w zły sposób rozłożymy kuchenne naczynia i sprzęty pomocnicze, przysporzy nam to wiele trudności podczas gotowania – to, z czego korzystamy najczęściej, powinno być na wyciągnięcie ręki – stojąc przy największym (najczęściej używanym) blacie roboczym. Rzeczy używane rzadziej, możemy pochować na obrzeżach ciągu szafek.

Opisane wyżej wytyczne, to najważniejsze know-how ergonomicznie wyposażonej kuchni. W takim królestwie z pewnością gotowanie stanie się przyjemnością!

piątek, 10 lutego 2012

O zabudowie w postaci dobrze wkomponowanej w pomieszczenie szafy już było. Jeśli jednak dysponujecie większą przestrzenią, albo szafa nijak nie jest w stanie pomieścić tego, co planujecie w niej przechowywać – trzeba zaprojektować garderobę.

Na takie pomieszczenie wybrać możemy przestrzeń, którą trudno zagospodarować w innych celach – skosy, miejsce pod schodami, czy zaułek w pokoju. Dla jednej osoby wystarczającą w zupełności powierzchnią powinny być 3-5m2.
Do odgrodzenia garderoby użyć możemy ścian z karton-gipsu. Pamiętajmy, aby wykończyć je zmywalną farbą – dzięki temu będziemy mieli możliwość przetarcia ścian od czasu do czasu, pozbywając się kurzu.

Garderoba, choć schowana przed światem i służąca wyłącznie właścicielowi, musi być doskonale zaplanowana. Nawet nie ze względów wizualnych – choć jeśli przy okazji cieszy oko, nic w tym złego, ale głównie – ze względów funkcjonalnych. Rozmieszczenie i ułożenie wieszaków i przestrzeni do przechowywania to klucz do naszej wygody.

Do zbudowania garderoby możemy podejść dwojako – kupując gotowe rozwiązania w wybranym sklepie lub korzystając z usług fachowca, który zaprojektuje i wykona garderobę specjalnie na nasze zamówienie. Opcja pierwsza jest zwykle nieco tańsza, ale także i trudniej w ten sposób zagospodarować przestrzeń idealnie. Opcja druga – bardziej kosztowna, ale gwarantuje w zamian perfekcyjne dostosowanie przestrzeni do naszych potrzeb. Coś za coś. W obu opcjach jednak, jesteśmy w stanie zaaranżować wnętrze tak, żeby codzienny wybór garderoby był czystą przyjemnością.

Problemy w postaci pogniecionych ubrań, trudności w znalezieniu ulubionej bluzki, czy tworzący się samoczynnie nieład, spowodowany zbyt dużym ściskiem na półkach – to żadne novum i każdy z nas z pewnością nie raz miał z tym do czynienia. Dlatego, projektując garderobę, w pierwszej kolejności musimy przemyśleć nasze potrzeby – jak wiele ubrań potrzebuje półek, jak wiele wieszaków, jakiej długości są ubrania, które będziemy wieszać, itd. Bez względu na to, czy kupujemy gotowe zestawy, czy projektujemy sami – najwygodniej kompletować garderobę z systemów modułowych. Poszczególne elementy dobieramy wg potrzeb, tworząc całość.

Ubrania, z których korzystamy rzadko, umieścić powinniśmy tak, aby nie przeszkadzały nam na co dzień – pakując je w pudełka lub folię (aby się nie kurzyły) i umieszczając na górnej półce – taka półka powinna biec przez całą garderobę, górując nad całą zabudową, dostęp do niej jest wprawdzie dość trudny, ale właśnie dlatego umieszczamy tam buty narciarskie i inne elementy garderoby, do których sięgnąć potrzebujemy raz, czy dwa razy w roku. Optymalna odległość takiej półki od sufitu to ok. 40-45 cm.

Niżej znajdować się powinny wieszaki – montujemy drążek, na którym powiesimy wiele z naszych ubrań. Najwygodniej, jeśli możemy umieścić aż trzy drążki – w jednej kompozycji na ubrania krótkie – jeden nad drugim, w drugiej – na długie. Przechowywanie ubrań na wieszakach, zawieszonych na drążkach zapobiega ich gnieceniu, dodatkowo w wyjątkowo wygodny sposób możemy je przeglądać, wybierając kolejną kreację – wszystko widoczne, poukładane i wyeksponowane. Dla ubrań krótkich (bluzki, koszule, swetry) przyjmuje się wysokość ok. 90 - 100cm, w jednej części więc spokojnie zmieścimy jeden drążek nad drugim. Dla ubrań długich (płaszcze, sukienki, spodnie) przyjmuje się wysokość ok. 150 -170cm – dlatego taki drążek musi mieć swobodną przestrzeń na dole – pod wieszakami możemy ewentualnie ułożyć pudełka z butami, lub inne skarby. Przy drążkach warto wspomnieć o pantografie – systemie, pozwalającym na opuszczenie drążka niżej, kiedy chcemy zdjąć z niego wieszak.

Półki najczęściej ustawia się w odległości 35cm od siebie, na niektóre elementy garderoby ta odległość jest jednak zbyt mała. Dlatego warto zaprojektować przynajmniej kilka półek wyższych. Aby nasze ubrania miały zapewnioną cyrkulację powietrza, możemy wybrać na półki materiały, zapewniające dostęp powietrza – np. ażurowe płyty.

Aby w pełni zaspokoić nasze potrzeby, niezbędne będą również szuflady lub kosze – na bieliznę i inne drobiazgi. Jeśli decydujemy się na duże szuflady, dokupić do nich możemy organizery, w przegródkach których poukładać można pojedyncze pary skarpetek, etc. Dzięki takim rozwiązaniom, znalezienie każdej rzeczy zajmie dosłownie chwilkę.

Jeśli nasza garderoba jest duża, przechowywać w niej możemy również buty. Te najlepiej przechowuje się na specjalnych metalowych stelażach – dedykowanych butom. Pochyłe stelaże eksponują buty tak, że bez trudu możemy wybrać te, których szukamy, zajmują również znacznie mniej miejsca, niż tradycyjne półki – możemy więc umieścić ich więcej.

Pozostałe skarby, których nie chcemy trzymać na wierzchu, ale jednocześnie nie chcemy się ich pozbywać, dobrze jest trzymać w pudełkach – kolorowe i ozdobne pudełka dodadzą uroku wizualnej stronie naszej garderoby, jeśli opiszemy je karteczkami, wygodnie i bez trudu znajdziemy pudełko, którego szukamy.

Jeśli nasza garderoba posiada okno, doskonale! Pamiętajmy, aby wietrzyć pomieszczenie od czasu do czasu, wówczas nasze ubrania zachowają świeży zapach znacznie dłużej, zwróćmy jednak uwagę na to, aby okno było przysłonięte – zwłaszcza latem, kiedy mocno świeci słońce – ubrania, wystawione regularnie na działanie promieni słonecznych mogą pod ich wpływem wyblaknąć. Jeśli nie możemy zapewnić wentylacji za pomocą okna, warto umieścić kratkę wentylacyjną (nawet jeżeli nie posiadamy tam dostępu do wentylacji, kratka może wentylować powietrzem z sypialni), dobrym pomysłem są również otwory lub podcięcia wentylacyjne w drzwiach. Jeśli nie w garderobie nie ma okna, zadbajmy o dobre, jasne oświetlenie – doskonale w tej roli spisują się halogeny lub mniej nagrzewające się ledy.

Dobrze zaprojektowana garderoba to gwarancja wygody i komfortu – trzeba przyznać, że żadna, nawet największa szafa nie zapewni nam takiej swobody.

środa, 08 lutego 2012

Pisaliśmy już o większości domowych powierzchni – ale zupełnie pominęliśmy, jak dotąd, przedpokoje. Już się poprawiamy – dziś właśnie o nich słów kilka.

Wyrobiono w nas nawyk traktowania przedpokoju, jako miejsca zupełnie przechodniego, ma funkcjonalne zadanie przeprowadzenia gości i domowników do kolejnych pomieszczeń. Czy to jednak wszystko? Niezaprzeczalnym faktem jest, że przedpokój to miejsce, które wita wszystkich po przekroczeniu progu mieszkania. Pierwszy kontakt z naszym domem. Może więc warto poświęcić mu nieco uwagi i zadbać o to, aby był doskonale prezentującą się wizytówką, zapowiadającą to, co spotka gości dalej?

Prawdą jest, że na przedpokoju spoczywa ciężar funkcjonalny – to tu zwykle przechowujemy buty, tu wiszą płaszcze i parasole. Bardzo często jednak na tym kończymy naszą przygodę z aranżacją tej przestrzeni – zupełnie niepotrzebnie. Kto powiedział, że spełniając powyższe funkcje, przedpokój nie może być jednocześnie ładny, czy przytulny? Funkcjonalność można w harmonijny sposób połączyć z wygodą i urokiem. Czas położyć kres powszechnemu uznaniu przedpokoju wyłącznie, jako korytarza w mieszkaniu. Pora na obsadzenie go w nowej roli - roli holu powitalnego i miejsca, gdzie ucinamy z gośćmi ostatnią pogawędkę podczas pożegnania.

Funkcjonalne gadżety

Tego oczywiście zabraknąć nie może. Musi znaleźć się miejsce na wieszaki, na których zawiesimy płaszcze i kurtki, musimy znaleźć kącik, w którym będzie można postawić buty. Nigdzie jednak nie jest powiedziane, że nie mogą być to nowoczesne, kolorowe i wesołe gadżety, które rozświetlą przestrzeń.

Nie kupujmy więc ‘pierwszych lepszych’ wieszaków – zadajmy sobie trochę trudu, znajdźmy coś nietuzinkowego, coś – co powita naszych gości uśmiechem od progu. Na tym jednak nie koniec. Aby miejsce ubierania i rozbierania się mogło być wygodne, powinniśmy zadbać o siedzisko. To może być mała sofa, wygodny fotel, albo duża pufa – nie ma znaczenia. Ważne, że miękki, przytulny mebel doda w przedpokoju wiele ciepła. W tym miejscu dostawić możemy podłogową lampę – przyciemnione światło sprawi, że chwile, spędzone na fotelu nabiorą nowego wymiaru.

Jeśli nasz przedpokój jest duży i przestronny, możemy wykorzystać przestrzeń na przykład na książki – zwłaszcza, jeśli ich rosnąca kolekcja przerasta możliwości naszej biblioteczki. Półki z książkami, choć nie kupuje się ich dla ozdoby – mają ogromny urok, tworząc swoisty kącik z fotelem, książkami i lampką – sprawiamy, że przedpokój przestaje być przechodnim korytarzem – można przysiąść w nim na chwilę i zaczerpnąć oddechu.

Ozdoby

Kupujemy obrazy, fototapety, wieszamy zdjęcia – wszystko jednak dzieje się w obrębie głównych pomieszczeń w mieszkaniu. Dekorujemy salony, gabinety i sypialnie, pomijamy jednak przedpokoje. A może by tak właśnie w przedpokoju stworzyć galerię rodzinnych fotografii? Jeśli nie – może warto ozdobić ścianę pięknym obrazem lub fototapetą?

Nie zapominajmy również o oświetleniu – wspomnieliśmy o przytulnej lampie podłogowej, to jednak nie powinno być jedyne źródło światła. Przedpokój powinien być miejscem jasnym, doskonale doświetlonym – pamiętajmy o tym, wybierając główną lampę sufitową. Dodatkowe oświetlenie w postaci lampek, czy wbudowanych w ściany taśm ledowych to doskonały pomysł – w przedpokoju bowiem, nigdy nie powinno być ciemno – w chwilach, kiedy wchodzimy, czy wychodzimy z domu, włączamy górne, mocne światło, natomiast w momencie, kiedy nikt w przedpokoju nie przebywa, tlić się w nim powinno stonowane, ciemniejsze źródło oświetlenia, dzięki któremu można przejść bez wypadków i niechcianych potknięć.

Jeśli nasz przedpokój wciąż wydaje się zbyt mało przytulny, zaserwujmy pakiet ogrzewających go wizualnie dodatków – ustawmy świecznik z pachnącą świecą lub połóżmy na sofie kolorową narzutę lub poduchę.

Dajcie się przekonać, że z przedpokoju można zrobić miejsce, w którym będzie się chciało przebywać tak samo, jak w wygodnym salonie – i nie chodzi wcale o to, aby zmieniać miejsce przesiadywania wieczorami, rzecz w tym, że niewielkim kosztem z tej zaniedbanej designersko przestrzeni można stworzyć przytulne, ładne i komfortowe miejsce – kolejne do kompletu w naszym pięknym mieszkaniu.

piątek, 03 lutego 2012

Jak już sam tytuł wskazuje, prezentowany dziś styl, to aranżacja dla wybranych – z całą pewnością nie spodoba się każdemu, ale też – nie zniechęcajcie się w przedbiegach, wbrew pierwszemu skojarzeniu ze słowem techno, styl nie jest aż tak oderwany od rzeczywistości, jakby się mogło wydawać.

Za kolebkę stylu techno uważa się Włochy, kiedy to w latach 80tych projektanci poczuli się znudzeni starannie projektowanymi meblami wysokiej jakości, które były ujednolicone, banalne i skupione głównie wokół funkcjonalności. Zapomniano o kolorach, zróżnicowaniu, finezji, niebanalnych pomysłach, używano tych samych – jak najtrwalszych – materiałów. Styl techno stanowi dokładne zaprzeczenie wszystkich powyższych. Przede wszystkim, meble miały być wesołe i niebanalne. Miały zerwać ze schematem i pozwolić tworzyć projekty odmienne, zróżnicowane i dostosowane do bardzo różnych potrzeb klientów. Barwy stały się wyraziste, energetyczne i pełne dynamiki – mocne, jaskrawe i pełne życia. W kształtach nie było już konwencjonalizmu – dozwolone było wszystko, począwszy od mebli dużych (typu kanapy), aż po dodatki dekoracyjne – wazony i świeczniki – wszystko stało się zupełnie nowe. W kształtach dostrzegalne często były figury geometryczne - koła, kwadraty mieszały się międzysobą, tworząc całość. Materiały, z których powstawały przedmioty również przeszły totalną rewolucje – ciężkie, odporne na wszelkie zniszczenia materiały, zastąpione zostały szkłem i tworzywami sztucznymi. Wygoda i funkcjonalność stanęły na drugim miejscu – na podium zdecydowanie królowała niczym nie skrępowana forma designerskiej ekspresji.

Zasada, aby mocne barwy tonować spokojnymi, aby wyraźne, duże meble ozdabiać subtelnymi dodatkami, etc – odeszła do lamusa, w nowym świecie techno-stylu, pomieszczenia aż krzyczały, każdą barwą, ścianą, podłogą, oświetleniem, kształtem każdego mebla i nietuzinkowymi rozwiązaniami dla gadżetów dodatkowych. Trend rozrósł się również na przedmioty praktycznego użytkowania – począwszy od korkociągu, przez kieliszki i obieraczkę do warzyw – projektanci we wszystko tchnęli życie, nie pozostawili nic z poprzednich epok.

Przyznać trzeba, że styl jest wyjątkowo wyrazisty, przeznaczony jest dla osób z charakterem, dla ludzi, którzy lubią wyróżniać się z tłumu i nie boją się bycia widocznymi – aż nadto. Z biegiem czasu początkowy brak funkcjonalności lekko złagodniał, designerzy skupili się na harmonii i osiągnięciu wyważenia pomiędzy techno-dynamiką, a wygodą użytkowania. Postęp technologiczny wspomógł ich w tym, pozwalając na wykorzystywanie nowoczesnych – bardzo wytrzymałych tworzyw. Projektowane dziś w myśl tego stylu meble, są więc i trwałe i wygodne, zachowały jednak przy tym niesamowitą energię i szalony design. Futurystyczny i innowacyjny charakter tego stylu przetrwał próbę czasu i ma się doskonale.

W naszej ocenie, to styl bardzo pozytywny – trudno się w takim otoczeniu smucić :-).

środa, 01 lutego 2012

Omawiany, stosunkowo młody trend, przyszedł do nas niedawno i zdaje się – zagości na dobre. A dzieje się tak za sprawą wygody i wielu innych atutów, z którymi wiąże się połączenie tych funkcjonalności. Oczywiście, nie jest to uniwersalne rozwiązanie dla wszystkich – ale czy takie w ogóle istnieją?

Założenie podstawowe, to wydzielona sypialnia – bez tego, ani rusz. Dzięki połączeniu pokoju kąpielowego z sypialnym, gospodarze zyskują oddzieloną zupełnie od mieszkania, całkiem prywatną i swobodną przestrzeń, której nie zakłócają dzieci, do której nie zaglądają goście – mały, cichy świat. To ogromny komfort i wygoda, poczucie niezależności i mnóstwo swobody. Jednocześnie, pamiętać musimy, że taka łazienka nie może bezwzględnie być jedyną w mieszkaniu – wówczas cel przedsięwzięcia traci znaczenie i staje się to właściwie bez sensu. Łazienka ‘podstawowa’ i ogólno-dostępna z poziomu mieszkania ma spełniać swoje role dla wszystkich mieszkańców, gości i domowników. Łazienka w sypialni ma natomiast być miejscem, wykorzystywanym do wieczornej i porannej toalety wyłącznie przez gospodarzy – właścicieli sypialni.

Oszałamiający design

Projekty, prezentowane przez designerów są bardzo zróżnicowane, każdy jest w stanie znaleźć wśród nich coś dla siebie.

Można zdecydować się na łazienkę bezpośrednio przylegającą do sypialni – wkomponowaną w jej strukturę, z dzielącą pomieszczenia szklaną ścianą lub innym subtelnym przepierzeniem, można też wybrać opcję dosłownego połączenia pokoju kąpielowego z sypialnym – w bliskim sąsiedztwie łóżka stoi wanna, na pograniczu pufa, subtelnie nakreślająca, w którym miejscu kończy się przestrzeń łazienkowa, a zaczyna wypoczynkowa. Kąpiel w takim pomieszczeniu gwarantuje zupełnie inne doznania od łazienek w tradycyjnym słowa znaczeniu – wyłożonych płytkami na ścianach, zamkniętych w obrębie małego pokoju.
To również doskonałe rozwiązanie dla tych, którym przeszkadzają gabaryty ich łazienki – jest za mała, łącząc łazienkę z sypialnią, tworzymy przestronne pomieszczenie, dedykowane szeroko pojętemu wypoczynkowi.

Pamiętać jednak musimy o kilku ważnych kwestiach. Pomieszczenie, w którym zażywamy kąpieli, musi być wentylowane, w przeciwnym razie, narazimy się na wilgoć, która z czasem zacznie nam mocno przeszkadzać (grzyb, pleśń i inne niedogodności) – ważne więc, abyśmy regularnie wietrzyli lub zadbali o solidny system wentylacyjny. Druga sprawa, wcale nie mniej istotna, to temperatura – zamykając drzwi tradycyjnej łazienki, umożliwiamy jej szybkie nagrzanie, zapewniając sobie komfortową kąpiel – jeśli nasza, połączona z sypialnią łazienka jest sporych rozmiarów, trudniej będzie nam ją ogrzać – a jest to niestety konieczne dla wygody jej użytkowania. Istotną sprawą są również materiały wykończeniowe, ustawienie wanny na podłogowych panelach nie wróży im świetlanej przyszłości, w takim wypadku należy wybrać materiały, odporne na wilgoć, gwarantując sobie trwałość i wysoką jakość wykończenia. Nie jest wcale powiedziane, że w jednym pomieszczeniu nie można tworzyć interesujących połączeń różnych materiałów – innych w części sypialnej, innych w sanitarnej. Koniec końców – efekt może być oszałamiający.

Jak się do tego zabrać?

W pierwszej kolejności musimy zapoznać się z możliwościami, jakie mamy i upewnić, co nam się podoba, przeglądajmy więc magazyny branżowe, strony internetowe, fora i szukajmy inspiracji – znajdziecie ich mnóstwo. Później spróbujmy przekonwertować je do naszych realiów mieszkaniowych – co jest, a co nie jest możliwe w obrębie naszej przestrzeni mieszkalnej. Na koniec zostaje weryfikacja ze specjalistą – tu możemy skorzystać z porady fachowców – projektantów wnętrz, którzy wspomogą nas również w znalezieniu i wyborze wykonawcy – ten musi być profesjonalistą, który zapewni nam solidną jakość wykonania – w przeciwnym razie, szybko znajdziemy wiele dysfunkcjonalnych elementów naszej nowej przestrzeni relaksacyjnej.

Choć pomysł jest stosunkowo młody i być może zyskał sobie jeszcze zbyt wielu popularyzatorów, ale – jak się niebawem przekonamy – z pewnością zdobędzie wielu zwolenników, korzystających z takich rozwiązań w swoich domach, jest co chwalić…

Zakładki:
Napisz do nas
Nasza Strona
Tagi